Jak odstraszyć czytelnika, czyli strony internetowe bibliotek

3 lipca 2014

Wideo w serwisie Bibliosfera TV.

Czy w Internecie powinniśmy głównie informować o działalności placówki, promować ją, czy może raczej skupić się na udostępnianiu zbiorów? Jakkolwiek nie odpowiemy na tak zadane pytanie, warto przyjrzeć się również temu, jak wyglądają strony www bibliotek.

Przeglądając “biblioteczny Internet” nietrudno natknąć się na przestarzałe strony internetowe. Nie są to rzadkie przypadki – nadal można znaleźć witryny pierwszej czy drugiej generacji, kiedy należałoby zastanowić się nad stworzeniem strony piątej, a nawet szóstej generacji. W takich wypadkach czytelnik, zaglądając na naszą stronę, może poczuć się tak, jakby cofnął się w czasie nawet o 20 lat.

image05

Tymczasem przecież strona internetowa biblioteki nie istnieje w oderwaniu od reszty Internetu — jest jego częścią, tak samo jak w swoim lokalnym otoczeniu biblioteka funkcjonuje wśród innych podmiotów.

Żadna książnica nie jest samotną wyspą — nie może nie oglądać się na resztę, stać z boku tego, czym żyje świat, oderwać się od rzeczywistości i zamknąć na zmianę. Strona internetowa nie stanowi też osobnego tworu wewnątrz samej biblioteki – powinna tworzyć integralną, spójną całość z pozostałą ofertą instytucji.

A jednak biblioteki, nawet te prężnie działające i otwarte na czytelnika, posiadają przestarzałe strony internetowe stojące w kontrze do rzeczywistości. Witrynom rodem z lat dziewięćdziesiątych dokłada się elementy mające świadczyć o nowoczesności. Przypina się im ikonki mediów społecznościowych, dodaje funkcję “zapytaj bibliotekarza” i  wyszukiwarkę naukową.

Dysonans poznawczy

Z kilku względów następuje tu dysonans poznawczy. Przykładami zjawiska mogą być Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie i Biblioteka Uniwersytecka w Zielonej Górze.

Obie instytucje dynamicznie się rozwijają i mają dużo do zaoferowania czytelnikom. Niestety, nie jest to odzwierciedlone w wyglądzie ich stron internetowych, które są po prostu przestarzałe.

W przypadku BUW-u można mówić o stronie na przełomie 3 i 4 generacji (powstała w 2007 roku), witryna Biblioteki UZ jest jeszcze mniej nowoczesna (3 generacja) — stworzono ją aż 12 lat temu, a następnie dodawano tylko kolejne elementy, bez przeprojektowania i modernizacji całości.

image04 image01

W obu przypadkach można mówić również o dysonansie pomiędzy wyglądem strony internetowej instytucji macierzystej a wyglądem strony internetowej biblioteki, stanowiącej przecież istotny element w strukturze uczelni. Uniwersytety posiadające nadążające za trendami strony internetowe i nowoczesne serwisy rekrutacyjne, w tym samym czasie pozwalają sobie na posiadanie przestarzałych stron WWW bibliotek.

Brakuje tu nie tylko konsekwencji w tworzeniu korespondujących ze sobą witryn, ale też spójności na poziomie identyfikacji wizualnej. Na stronie Biblioteki Uniwersyteckiej w Zielonej Górze nie ma nawet nowego logo instytucji.

image02
image00

A przecież nieodświeżanie wyglądu strony głównej biblioteki jest jak nierobienie remontu w czytelni, nieaktualizowanie oferty e-zasobów czy niekupowanie nowych książek.

Wszystkie wymienione tu grzechy bibliotek mogą odstraszać czytelników. Co jeszcze może negatywnie wpłynąć na opinię osób odwiedzających biblioteczne strony internetowe?

Skuteczne metody odstraszania

Odstraszać może nie tylko strona internetowa sprzed lat, ale także pozostawione na niej przestarzałe elementy, np. powitanie stosowane na początku historii Internetu. Można jeszcze znaleźć witryny zawierające przydługi tekst w stylu “Witamy na stronie biblioteki. Książnica powstała 100 lat temu. Znajdziecie tu Państwo to, tamto i jeszcze coś, a my jesteśmy bibliotekarzami i Was witamy”.

Jest to element, który w obecnej fazie rozwoju Internetu zupełnie stracił swój sens i nic nie wnosi. Dziś informacja ta nie jest już nikomu potrzebna, a zajmuje dużo miejsca w widoku głównym strony www, gdzie można by lepiej spożytkować przestrzeń, zapełniając ją treściami istotnymi. Użytkownik nie poświęci kilku minut na przeczytanie bloku tekstu (np. takiego, jaki znajdziemy na stronie Biblioteki Instytutu Anglistyki UŁ).

Treści dotyczące historii biblioteki lepiej przenieść do zakładki “O nas” czy “O bibliotece”, do której internauta zajrzy, jeśli będzie miał ochotę. A zamiast pisać, co można znaleźć na stronie biblioteki, warto ją po prostu tak zorganizować, żeby od razu było widać, co biblioteka oferuje. Da się to zrobić — niech czytelnik po jednym rzucie oka wie, co i gdzie się znajduje.

Istnieją również takie strony internetowe, które w zasadzie nie posiadają treści w widoku głównym — np. witryna Biblioteki Instytutu Ogrodnictwa — oraz takie, które są przeładowane i zawierają za dużo treści – np. witryna Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Łęczycy.

Warto także zwracać uwagę na to, jak wygląda wstawiona na stronę internetową grafika. Zdarza się, że jest to rozciągnięty lub spłaszczony obrazek kłujący w oczy. Jako przykłady można podać – grafika o za niskiej rodzielczości czy zniekształcone logo akcji lub partnera biblioteki.

Jednym z większych przewinień, które można znaleźć na stronach internetowych bibliotek jest też nieaktualizowanie treści. Najnowsze wiadomości sprzed miesiąca, newsy sprzed roku wiszące bezkarnie na stronie głównej mogą skutecznie odstraszyć nie tylko obecnych, ale i potencjalnych użytkowników. Często spotykanym błędem jest też niedodawanie daty publikacji przy aktualnościach.

image03

Elementem mogącym sprawiać trudność jest również słownictwo branżowe używane na stronach internetowych bibliotek. Stosowanie takich sformułowań, jak skontrum czy OPAC w komunikacji z użytkownikami może stanowić barierę.

Niefortunne jest też stosowanie dziwnych lub nieadekwatnych etykiet, np. nazywanie godzin otwarcia harmonogramem pracy biblioteki czy godzinami udostępniania lub określanie zwykłego dokumentu tekstowego wirtualnym przewodnikiem. Jest to mylące i powoduje zbędne zamieszanie.

Problem pojawia się również wtedy, gdy podstawowe z punktu widzenia użytkownika informacje są na stronie internetowej trudno dostępne, ukryte. Katalog, godziny otwarcia, kontakt — to te elementy, które powinny być od razu dobrze widoczne i łatwe w odnalezieniu.

Lepiej unikać błędów opisanych powyżej. Trzeba też pamiętać, że to, co bibliotekarzom wydaje się oczywiste, nie musi takie być dla czytelników – warto zbierać informacje zwrotne, a nawet przeprowadzić badania użyteczności.

Dlaczego strony bibliotek straszą?

Można zaryzykować stwierdzenie, iż to, że strona intrenetowa biblioteki jest przestarzała czy zawiera nieaktualne treści, nie zawsze jest winą bibliotekarzy i często zależy od pewnych organizacyjnych czy komunikacyjnych problemów występujących wewnątrz instytucji.

Nawet jeżeli tak jest w większości wypadków, to warto zwrócić uwagę na fakt, że o trudnościach tych nie wie (i nic wiedzieć nie powinien!) końcowy ich odbiorca – użytkownik odwiedzający witrynę.

Czytelnik, wchodząc na stronę internetową biblioteki, nie zastanawia się nad tym, dlaczego ona tak wygląda i kto jest temu winien. Zamiast tego ocenia instytucję przez pryzmat tego, co ujrzał. Jeżeli zobaczył przestarzałą i nieciekawą witrynę, to ocena ta może rzutować na jego ogólną opinię o bibliotece. A zatem posiadanie nieprzystającej do współczesności strony internetowej stanowi duże ryzyko.

Szukając winnego, bibliotekarze wskażą na niefrasobliwy dział IT lub jego brak, na problemy w dogadaniu się z programistami czy działem promocji, na brak funduszy i wiele jeszcze innych trudności, na które “nie mają wpływu”. Zakończenie przemyśleń na tym etapie nie rozwiązuje jednak problemu, który z pewnością wróci do nas bardzo szybko.

Kilka pomysłów na poprawienie sytuacji

Planując poprawienie sytuacji, warto spojrzeć na problem szerzej i pomyśleć o tym, kto jest organizatorem biblioteki, komu polepszenie stanu rzeczy będzie także na rękę i spróbować znaleźć pomoc.

Może warto przeprowadzić akcję rzeczniczą skierowaną do osób mających bezpośredni wpływ na zarządzenie/wprowadzenie zmiany (władze uczelni, władze samorządowe, urzędy miejskie)? Uświadomienie im, że przestarzała strona www rzutuje nie tylko na wizerunek biblioteki, ale i całej organizacji (uczelni, instytutu, urzędu czy samorządu) to dobra taktyka.

Zawsze można użyć argumentu, który podsunęłam już niektórym bibliotekom — “źle o nas mówią”, “źle o nas piszą”, “pokazują naszą stronę internetową jako przykład złej praktyki”. Warto również przeprowadzić badania użyteczności (np. zlecając to firmie, która się tym zajmuje) lub zapytać o zdanie użytkowników biblioteki. Jeśli strona okaże się niedostosowana do potrzeb i standardów, zyskujemy kolejny argument, którego możemy użyć, lobbując za wprowadzeniem zmian.

Dobrym pomysłem jest również uwzględnienie w budżecie kwoty na modernizację witryny przy okazji realizowania innego projektu, na który uda nam się zdobyć finansowanie. Wiele programów grantowych zakłada konieczność promowania rezultatów projektu — robienie tego za pośrednictwem strony internetowej jest naturalne. Dlaczego wydając spore kwoty na modernizację/budowę budynku, projekty digitalizacyjne czy inne, nie zadbać przy okazji o wirtualną wizytówkę instytucji?

Nie warto uciekać od problemu — lepiej podjąć trud modernizacji przestarzałej czy niedostosowanej do potrzeb strony internetowej biblioteki. Po podjęciu takiej decyzji i ocenieniu posiadanych zasobów konieczne jest jeszcze przemyślenie kwestii podstawowych:

  • kto stworzy witrynę (bibliotekarz posiadający odpowiednie kompetencje czy firma zewnętrzna?),
  • kto będzie ją redagował (może warto stworzyć strategię komunikacji, określić jasne zasady?),
  • jakie funkcje ma spełniać (po co i dla kogo ma być strona?).

Niezależnie od tego, czy uważamy, że inwestowanie w stronę internetową biblioteki to zbędny luksus czy jednak ważna sprawa, pamiętajmy: biblioteka musi funkcjonować w takim świecie, jakim jest on dziś.

Fot. Rayi Christian Wicaksono/unsplash.com

  • szescstopni

    Jest sporo open-source’owych CMSów dla bibliotek, tyle że anglojęzycznych. Jest sporo studentów, którzy znają HTML, CSS, JS oraz angielski. Brakuje tylko kogoś, kto stworzy serwis dający bibliotekom takie narzędzia i wsparcie. Powinno starczyć na kilka prac magisterskich z bibliotekoznawstwa, a może i jakiś doktorat

  • Rafał

    Zawsze można sobie poradzić w inny sposób, używając serwisów do tego stworzonych http://www.lustrobiblioteki.pl/2013/10/funkcjonalna-strona-internetowa-twojej.html